
Mruknął coś i otworzył swoje drzwi. Wsiadłam, z wes¬tchnieniem zagłębiłam się w skórzanym fotelu i zapięłam pas. Z coraz większym przygnębieniem patrzyłam przez okno na ciemny parking. Sara Jane mi nie ufała. Ale dla¬czego miałoby być inaczej, z jej punktu widzenia? .
- Położę się spokojnie dziś o wschodzie słońca.. Oczy.. - To nie wchodzi w rachubę - odparł. - Mamy lekarzy, którzy się nim zajmą. Podam ci adres, dokąd masz pojechać.. - Widziałem cały wózek starych pism literackich na górze przy windzie. Pewnie tym będziesz się zajmował do lunchu.. Obracał się wkoło siebie. Tu.