Powiedział: zauroczony, tak właśnie powiedział! .

Obok furgonetki przystosowanej do przewozu psów za¬parkowanej w cieniu olbrzymiego dębu stało trzech funk¬cjonariuszy FBI z psami szkolonymi do szukania zwłok. Drzwi samochodu były otwarte i na rozgrzane słońcem pastwiska wylewał się apodyktyczny głos Glenna. Był tam też Edden, wyglądający trochę nie na miejscu. Z tego, że trzymał ręce w kieszeniach i się nie odzywał, było wyraźnie widać, że dowodzi Glenn.. Pewnej nocy mój brat zamówił dodatkowe piwo, po czym mi się zwierzył, że jeszcze dwukrotnie wzywano go na posterunek policji. Wizyty tam doprowadzały go do szaleństwa. W końcu odbył rozmowę z Sidem Mattem Lancasterem, który mu doradził, by od tej pory zjawiał się na posterunku wyłącznie z nim, swoim adwokatem.. Moich nerwów. Miałam wrażenie, że moje serce zaraz eksploduje, lecz ono zwolniło. Czerwony sweterek, więc nie wiedziałam, że jest ogolony, no i nie był jeszcze wampirem. Ale. - Dzięki, Lizbet.. W pomieszczeniu, gdzie jest dziki tygrys. Mógł zrobić wszystko i nikt by jej nie pomógł. Jeśli to. – Jason! – W końcu zdołałam coś powiedzieć i mocniej przycisnęłam dłonie do uszu Erica. Byłam zawstydzona i upokorzona, nie wiedząc nawet dlaczego właściwie. Może dlatego, że mój brat załatwiał moje interesy, jakby dotyczyły jego.. Pam i Chow patrzyli na mnie równie pozbawionymi wyrazu spojrzeniami. Równie dobrze mogliby zapytać: „A tak dokładniej to w czym problem?”.. U Kampów po raz pierwszy zobaczyłam i zapamiętałam siebie. Mogłam mieć wtedy około roku, bo już siedziałam. Musiał przyjść ten sam wędrowny fotograf, który kilka lat potem robił mi zdjęcie w pierwszej klasie. Musiał zachęcić Gertrudę, rozbawić ją przegadać, bo rozebrała mnie i posadziła na białym futerku, które skwapliwie podrzucił jej zapewne pan Kampa. Pewnie protestowałam krzykiem, bo dano mi do zabawy pokrywkę od garnka, l właśnie dotyk tej pokrywki w nagą skórę brzucha i światło jasnej lampy na stojaku, i wycelowane we mnie oko aparatu, ta cała na mnie skupiona uwaga sprawiły, że po raz pierwszy wżyciu, jeszcze nieudolnie, chwiejnie, niepewnie stanęłam na zewnątrz siebie i spojrzałam na siebie okiem tego obiektywu, wzrokiem jakimś innym, nie do końca swoim, wzrokiem chłodnym, odległym, obojętnym, który potem równie beznamiętnie będzie notował ruchy mojej ręki, drżenie powieki, duchotę w pokoju, i myśli -wszystkie, nawet te niedokończone, byle jakie. Ten wzrok, miejsce na zewnątrz mnie, z którego patrzę, będzie się pojawiało odtąd coraz częściej, aż w końcu zacznie zmieniać mnie samą bo stracę pewność, kim jestem, gdzie jest mój środek, punkt, wokół którego porządkuje się wszystko inne. Te same rzeczy będę widziała za każdym razem inaczej. Najpierw pogubię się w tym, przerażę się. Będę rozpaczliwie szukać stałości. W końcu uznam, że stałość wprawdzie istnieje, ale jest daleko poza mną a ja jestem strumieniem, tą rzeczką w Nowej Rudzie, która raz po raz zmienia kolory, i jedyne, co mogę o sobie powiedzieć, to że przydarzam się sobie, przepływam przez miejsce w przestrzeni i czasie i jestem sumą właściwości tego miejsca i czasu, niczym więcej..