lulu w połowie walki, lecz z drugiej strony byłam przytomna, gdy karmił mnie .

Nie umiałam wykrztusić nic więcej. Jej oczy płonęły pożądaniem.. Swoją uwagę.. Tyle ż bardzo chciał mi sięjeśuc0ć Vis-a-vis American Eagle znajdowałsięStarbucks z narożym ogródkiem ... [read more]

Jego spojrzenie było teraz nieobecne, a ja stwierdziłam, że wstrzymuję oddech - oczy zaszły mu mgłą i miałam wrażenie, że Denon lada moment zrozumie, o co chodzi. .

Jakby chcąc mu czegoś dowieść – albo może sobie – wsunęła mu palec do ust. Zajęczał gardłowo, chrapliwie. Jego język chciwie owinął się wokół jej palca, zęby przygryzały lekko sk... [read more]

– Przestańcie! – usłyszałam oburzony głos Edwarda, który niczym bezszelestna burza wpadł do gabinetu. Ton jego głosu był szorstki, jak zawsze gdy coś go zdenerwowało. Poczułam jego zimne, czułe dłonie biorące mnie w swoje objęcia. Moje rozpalone ciało zdawało się topić w zetknięciu z jego chłodnym torsem. Odradzałam się niczym feniks z popiołu, moje wszelkie bolączki umysłowe odeszły. Mój Edward uratował mnie kolejny raz, kolejny raz przed moim własnym umysłem. Edward Wspaniały - nie wiem dlaczego właśnie to określenie przyszło mi do głowy w momencie, w którym wynosił mnie na rękach z gabinetu. Przepraszającym spojrzeniem pożegnałam swoich terapeutów, którzy stali w bezruchu wbijając w mojego męża niepocieszone spojrzenia. Chciałam koniecznie dowiedzieć się wszystkiego co związane było z Eleazarem. Każda myśląca komórka mojego mózgu (zdawało się, że z dnia na dzień ich liczba malała w zastraszającym tempie) domagała się tych informacji, musiałam poznać prawdę. Byłam jednak zbyt słaba by zmierzyć się z falą wspomnień i zakazem Edwarda. W chwili gdy przekraczaliśmy próg drzwi domu Cullenów czyjaś dłoń spoczęła na moich plecach, czyjeś palce muskały moją kurtkę jakby starały się zatrzymać mnie w pomieszczeniu jeszcze jedną chwilę. Niosący mnie nadal Edward nie zwolnił tempa, nie zamierzał pozostać w budynku dłużej, niż było to według niego konieczne. Usłyszawszy wydobywający się z jego ust niepokojący syk, zapewne w stronę osoby, która próbowała nas zatrzymać, zmusiłam się do podniesienia obolałej głowy. To była Alice. Przypominała swoim wyglądem kobietę która straciła wszystko. Jej twarz była wykrzywiona smutkiem, czarne niczym heban oczy zdawały się odzwierciedlać wszystkie gorzkie pigułki, które w sobie niewoliła. Tuż za nią stała Rosalie, jej dłoń spoczywała na wątłym ramieniu siostry jakby starała się wesprzeć dziewczynę w czymś, co zamierzała zrobić lub powiedzieć. Blondynka westchnęła ciężko gdy odwróciłam od nich swoje spojrzenie. Nie mogłam, nie miałam odwagi by zmierzyć się z koszmarami najlepszej przyjaciółki. Wtuliłam się mocniej w lodowate ciało męża starając się zapomnieć o własnych mękach. Odeszłam pokonana. Towarzysząca nam w drodze do domu cisza była kojąco niepokojąca. Jedynie napierające na mnie zimne podmuchy wiatru zdawały się szeptać w nieznanym mi języku, może leśnych elfów, uspakajające wersy. Nawet złowroga ciemność nas otaczająca nie sprawiła bym odczuwała jakikolwiek niepokój. Edward był blisko. Doznawałam niezwykłej senności i zmęczenia, wiatr usypiał mnie swoją kołysanką do półjawy. Edward nie zapytał nawet czy wszystko ze mną w porządku. To było do niego takie niepodobne, obawiałam się tego, naszego powrotu, mojej nieopisanej wręcz chęci poznania własnej przeszłości, mojej determinacji wobec sprzeciwów męża. Nie lubił gdy drążyłam jakikolwiek nudny dla niego temat lub taki którego wolałby dla mojego bezpieczeństwa nawet nie poruszać. Druga opcja zdawała się być tą nieuniknioną i zapewne zdawał sobie z tego doskonale sprawę. To tłumaczyło jego milczenie. Wiatr delikatnie muskał moją skroń swoją niewidzialną dłonią sprawiając, że moje powieki stawały się coraz cięższe. Dzisiejsze popołudnie było dla mnie pasmem przegranych, senność przechwyciła mnie w swoje ramiona. .

Zaczęłam cofać się szybciej. On również zwiększył tempo.. - Tak. Jean - Claude sądzi, że nikt i nic nie może mu się oprzeć.. Się czegoś więcej i po chwili ciszy udała, że słyszy jak... [read more]

przy okazji, w tym wieku albo innym. Moja ręka spoczęła na jego plecach, jego na moich, .

Przerwała wędrówkę po pokoju i podeszła do okna. Gliniarz z poprzedniej nocy ciągle tam był,. Prawda była taka, że od jakiegoś już czasu wiedziałam, że Arlene tak naprawdę nie była. - M... [read more]

zmuszał go, by szedł do przodu. Na przestrzeni wieków, często żył w .

Byłyśmy zwrócone do publiczności, Tara obejmowała moją talię przez kilka dźwięków, a potem zderzyłyśmy się biodrami i dotknęłyśmy dłońmi podłogi. Muzyka ucichła. Przez krótką chw... [read more]


Pages:   1 2 3 4 5 6 7 8 9